Grupa IV

GRUPA   IV   3 – 4 latki

 

Nauczyciele:

Agnieszka Jaskułowska

Patrycja Biernacka

 

Godziny   pracy   oddziału

Poniedziałek – Piątek: 07.00 – 17.00

06.30 – 07.00 – dzieci przebywają w sali nr III
17.00 – 17.30 – dzieci przebywają w sali nr IV

 ZAMIERZENIA   WYCHOWAWCZO – DYDAKTYCZNE

 

 

PROPOZYCJE ZABAW DO REALIZACJI W DOMU DLA DZIECI 3-4 LETNICH

 

06.07.2020 – 10.07.2020

 

 1.      „Jestem samodzielna / samodzielny” codzienne ćwiczenia w wykonywaniu cennych umiejętności np. ubieranie skarpetek, zapinanie guzików, składanie ubrań…

 

 2.      „Pomagam mamie i tacie” – angażowanie dziecka w codzienne czynności wykonywane w domu np. wspólne przygotowywanie posiłków, sprzątanie zabawek…

 

 3.      „Myję ręce” – zwracanie uwagi na systematyczne i codzienne mycie rąk.

 

 4.      „Ruch to zdrowie” –  codzienna gimnastyka poranna.

 

Każdy dzień zaczynamy od gimnastyki: przysiadów, skłonów, podskoków… lub zabawy dostępnej na stronie YouTube Ćwicz z Lulisią i Lulitulisiami

 

5.      „Wakacje” – słuchanie i rozmowa  na temat wiersza  wiersza A. Widzowskiej.

 

Kiedy nam buzie ogrzewa lato,

 

czas na przygody z mamą i tatą.

 

Czekają góry, pachnące łąki,

 

morze i plaża, konie, biedronki!

 

Gdy my będziemy się pluskać w rzekach,

 

przedszkole na nas grzecznie poczeka,

 

  • odpoczną w ciszy lalki, zabawki,

 

dwie karuzele, miś i huśtawki.

 

Chętnie wrócimy do naszej pani

 

z wakacyjnymi opowieściami

 

o sarnach w lesie, o rybkach w morzu

 

i ptasich gniazdkach ukrytych w zbożu.

 

Będziemy liczyć białe muszelki,

 

poznamy nowe, ważne literki,

 

a ten, kto butów sam nie sznuruje,

 

w mig się nauczy! Ja już sznuruję!

 

Rozmowa kierowana na podstawie wiersza:

 

Co robili Ada i Olek z rodzicami w górach?

 

Co robili Ada i Olek z rodzicami nad morzem?

 

Dokąd możemy pojechać na wakacje?

 

Co się będzie działo w przedszkolu, kiedy my wyjedziemy na wakacje?

 

Czego możemy się nauczyć w czasie wakacji?

 

6.      „Ruszamy na wakacje” – osłuchanie z piosenką „Maszynista Zuch”; swobodna ekspresja ruchowa przy piosence ( źródło: YouTube)

 

Maszynista Zuch

 

 Mknie po torach pociąg: „u, u, u!.

 

Pasażerów wiezie chyba stu,

 

Każdy z nich dojedzie tam, gdzie chce.

 

Nagle maszynista woła: „nie!”.

 

Coś tam stuka w górze: „stuk, stuk, stuk”,

 

Coś tam puka w dole:” puk, puk, puk”.

 

Maszynista to jest wielki zuch-

 

Znowu cały pociąg wprawił w ruch.

 

Rozmowa na podstawie piosenki:

 

– Kim jest konduktor?

 

-Gdzie pracuje konduktor?

 

-W jakie miejsca można jechać pociągiem?

 

-Jak trzeba zachować się w pociągu?

 

7.      „Konduktorze, konduktorze…” – nauka wakacyjnej wyliczanki.

 

Konduktorze, konduktorze, czy zabierzesz nas na morze?

 

Bardzo chętnie raz i dwa, ale zróbcie to co ja.

 

Konduktorze, konduktorze, każdy jechać z tobą może?

 

Pokaż bilet, raz, dwa, trzy. Na wakacje jedziesz ty!

 

 8.      „Boogie woogie” – zabawa ruchowa, orientacyjna (źródło: YouTube, link: Boogie Woogie)

 

 9.      Ćwiczenia logopedyczne usprawniające narządy mowy. 

 

Język przyjechał na wakacje nad morze. Bardzo się zdziwił, gdyż po raz pierwszy w życiu je zobaczył (dzieci wysuwają wargi do przodu: oooo). Nie spodziewał się, że jest takie duże (dzieci wysuwają język do góry, w stronę nosa, a potem do dołu, w stronę brody)

i takie szerokie (dzieci przesuwają język od jednego do drugiego kącika ust). Wskoczył do wody i przeskakiwał przez fale (dzieci przesuwają język od górnych do dolnych zębów). Zobaczył wśród nich pływające rybki (dzieci wysuwają wargi mocno do przodu). Potem rozłożył sobie kocyk (dzieci wędrują językiem po podniebieniu od górnych zębów w stronę gardła) i leżał nieruchomo (dzieci kładą język na dole jamy ustnej, czubek i boki języka dotykają dolnych zębów). Później poszedł grać w siatkówkę plażową (dzieci odbijają czubek języka w różnych miejscach od podniebienia).

 

10.  „Rożki lodowe” – wykonanie pracy plastycznej.

 

Rysujemy na kartce lodowy rożek, który dziecko wycina i przykleja na kartce z papieru.
Następnie dziecko maluje lub stempluje farbami waciki kosmetyczne, które jako „kolorowe kulki lodów” przykleja do rożka. Na koniec dekoruje je polewą, rysując na wierzchu kolorowe linie mazakiem lub klejem z brokatem.

 

 

TERAPIA PEDAGOGICZNA – PROPOZYCJE PRACY Z DZIEĆMI Z TRUDNOŚCIAMI

Cel:  uświadomienie potrzeby przyjaźni, bezinteresownej chęci pomagania innym i czerpania z tego radości, budowanie zaufania.

 Droga Mamo/Tato

Przeczytaj swojemu dziecku poniższą bajkę i porozmawiajcie na temat jej treści. Zastanówcie się nad tym, czym jest prawdziwa przyjaźń i czy jest ktoś w otoczeniu dziecka, kogo mogłoby nią obdarzyć. A może moglibyście wspólnie komuś pomóc?

Życzę miłej lektury

Elżbieta Wesołowska

BAJKA O PRZYJAŹNI

Każdego dnia, przed zaśnięciem mała Zuzia marzyła o prawdziwej przyjaźni. Chciała jej szukać nawet na końcu świata…Za siedmioma górami, za siedmioma lasami…
Postanowiła zrealizować swój pomysł i pewnego rana, niezauważona przez nikogo, czmychnęła szybko z domu. Cichutko na paluszkach przeszła przez korytarz, popatrzyła na zamknięte drzwi do pokoju rodziców, wsunęła pod nie niezdarnie napisany liścik:
– Szukam przyjaźni…
Stanęła przed domem w pięknym ogrodzie, który tonął w blasku słońca, tęczowych barw dodawała mu fontanna kolorów płynąca z tysiąca róż. Mała Zuzia popatrzyła na nie i powiedziała:
– Gdybym była tak piękna jak Wy cudowne kwiaty , miałabym przyjaciół bez liku.
Wtem jedna z róż uroniła łzę, wielką kryształową, która bezgłośnie rozbiła się o źdźbło trawy…
– Zuziu , nic bardziej błędnego… Uroda jest krucha jak tafla lodu, przemija jak zima wiosną, gubi się jak wiatr w polu…Przyjaciół nie poznaje się po ich zewnętrznym pięknie, przyjaciel to dusza – pełna szczerości, to w niej tkwi siła. Popatrz… Jest nas tu tysiące, każda z nas jest tak samo piękna…Jak wybrać przyjaciela wśród nas, przecież wyglądamy tak samo? Jeżeli zbyt pochopnie wyciągniesz rękę do którejś z róż w dłoń wbije się bolesny kolec. Takie jest życie Zuziu, zbyt pochopnie oceniając intencje i zachowanie człowieka po jego wyglądzie, możesz zranić swoją duszę tak jak dłoń. A taka rana boli bardzo długo…Szukaj Zuziu dalej, a prawdziwą przyjaźń uda Ci się znaleźć…
Mała Zuzia z uwagą wysłuchała róży, nawet trochę się zasmuciła…Nagle uwagę Zuzi przykuł piękny motyl, nawet na chwilę usiadł na jej zadartym nosku … Rozbawił ją tym bardzo, mała Zuzia postanowiła złapać motylka, schować go w dłoni i mieć jego przyjaźń na wyłączność.
Motylek kusił paletą barw, wirował , unosił się wysoko, po chwili przycupnął na jednym to na drugim kwiecie. Zuzia biegła co sił w nogach – tak strasznie pragnęła mieć za przyjaciela motylka. Nawet nie zauważyła kiedy znalazła się pod lasem, na skraju wsi. Zmęczona usiadła na starym pniu i zaszlochała. Gdzie jesteś motylku? Chciałam mieć Cię za przyjaciela…Byłbyś tylko mój.
Słońce schowało się za konarami drzew, gałęzie się poruszyły, liście zaszumiały. Na Zuzię popatrzył Stary Dąb, a ludzie powiadali, że Dąb jest jak świat stary. Powiedział z wielką troską w głosie. „Nie płacz Zuziu, nie tędy droga. Prawdziwa przyjaźń przychodzi sama, umorusana jest w radości i smutku. Przyjaźni nie możesz gonić, łapać w garść jak kropli deszczu”.
Powiedz mi Stary Dębie, którą ścieżką kroczyć, żeby prawdziwej przyjaźni spojrzeć w oczy. Oddam wszystkie zabawki, słodycze za prawdziwego przyjaciela…
„Zuziu ,przez setki lat tutaj stoję. Niejeden biedak próbował znaleźć przyjaźń. Szukali niemal na końcu świata. To byli ślepcy. Szukali czegoś, co mieli pod ręką. Gardzili zwykłymi ludźmi, zwierzętami. Przyjaźń kojarzyła im się z czymś zewnętrznie pięknym, z cudownymi talentami … Prawdziwy przyjaciel bardzo często za nimi przez te kręte ścieżki kroczył. Ale cóż, ślepiec nigdy nie przejrzy na oczy…
Mała Zuzia z uwagą wysłuchała Starego Dębu. Podziękowała za rady i odpoczynek. Poszła szukać dalej. Poczuła lekkie burczenie w brzuchu i głód. Zobaczyła jagodowisko i postanowiła zjeść coś dobrego. Usiadła na zielonym mchu, buzię umorusała jagodowym miąższem. Poczuła zmęczenie i usnęła. Śnił jej się rodzinny dom, mama z zatroskaną miną pochylająca się nad łóżeczkiem Zuzi, jej uśmiechy bez liku. Tata z gitarą, który mówi: ta piosenka jest dla Ciebie smyku.
Zuzia przebudziła się i z przerażeniem stwierdziła , że nie wie gdzie jest , słońce powoli chowało się za Ciemnymi chmurami, niebo nabrało groźnego wyrazu. Ostry wiatr zerwał się i przecinał konary drzew, z nieba popłynęły kurtyny deszczu. Zuzia zapłakała bezgłośnie. Zatęskniła za domem, rodzicami.
Gdzie ja jestem, która droga prowadzi do domu? Przecież zbliża się noc. Oczy Zuzi były pełne łez, dusza pełna smutku. Wtem usłyszała głos: „Nie martw się kruszyno, uchronię Cię przed zimnem nocy, rankiem przejdziemy przez ten wielki las i wrócimy do wioski, do Twojego domu, zaufaj mi.”
Zuzia przetarła oczy ze zdumienia. To Krecik, pies przybłęda, którego dokarmiała w ogrodzie. Chowała kawałki chleba w kieszeni fartuszka i jak nikt nie widział, częstowała tego porzuconego psa. Krecik był niczyj, był niekochany, brudny i przez wszystkich przeganiany. Brzydki, taki nijaki. Zwykły,. Takich piesków na świecie są tysiące.
Zuzia zapytała Krecika, jak mnie znalazłeś? Krecik podszedł bliżej Zuzi, wskoczył na kolana i powiedział: Wiesz , miałem kiedyś Pana. Darzyłem go wielką przyjaźnią, byłem wierny, pocieszałem w chwili smutku i wtedy mój Pan kupił sobie nowego psa, takiego nad którego wyglądem każdy wzdychał. Stałem się niepotrzebny, niechciany. Wywiózł mnie do tego lasu na skraju wioski, zostawił, porzucił bez słowa. Straciłem wiarę w ludzi. Przestałem wierzyć w przyjaźń. Głodny, z każdego podwórka przeganiany, cierpiałem i tęskniłem za domem. Wtedy pojawiłaś się TY. Uratowałaś mi życie, częstując chlebem czy miską mleka. Każdego dnia wyczekiwałem Cię w ogrodzie. A Ty każdego dnia przychodziłaś, przytuliłaś, nakarmiłaś … Okazałaś serce mnie, takiemu zwykłemu, nikomu niepotrzebnemu. Masz wielkie serce i naprawdę potrafisz żyć. A życie będziesz miała piękne, bo dostrzegasz innych, ich troski i smutki.
Zuzia pomyślała, że znalazła to, czego wśród róż szukała. O takiej przyjaźni mówił Stary Dąb. Zwykłej, normalnej, szczerej i bezinteresownej.  Mały Krecik przecież każdego dnia był z nią, patrzył jak się bawi w ogrodzie, warczał srogo na kogoś kto mógł jej czymś zagrozić. Tak jak teraz . Od rana za nią kroczył. I chodź niewidzialny dla oczu, wiernie poczuł się w obowiązku , że przed złem świata ją uchroni. W razie potrzeby osłoni własną piersią. To jest właśnie przyjaźń,! znalazłam przyjaciela choć wcale nie musiałam szukać. On był i zawsze będzie.
Zapadła noc, sowy głośno huczały, świat zrobił się taki groźny cały. Krecik powiedział do Zuzi- nie bój się, śpij, oby do rana. Ja będę czuwał . Ogrzejesz się do mojego ciała. Głowę przytul do mchu poduszki. Nie płacz , nie martw się Zuziu. Jestem przy Tobie.
Zuzia zamknęła swe zmartwione oczka i pogrążyła się w snu otchłani. A sen miała piękny, roześmiany . Czuła ciepły dotyk dłoni mamy. Tato taki rozradowany, swe piosenki śpiewał patrząc w oczy mamy.
Zuziu, Zuzienko, otwórz oczka , już ranek. Idziemy do domu, tam wszyscy się martwią o Ciebie. Zuzia z miłością przytuliła swojego prawdziwego przyjaciela Krecika. I razem zaczęli kroczyć w stronę wioski. Ona i jej prawdziwy przyjaciel. Przyjaciele. Po długiej i krętej drodze, pełniej przeszkód szli i szli w nieskończoność. Krecik torował jej drogę, chronił przed cierni kolcami. Sam się boleśnie przy tym ranił. Nie narzekał, do Zuzi się uśmiechał i dodawał otuchy. Prawdziwy przyjaciel. Nagle cicho sza… Chyba słychać nawoływania. Jakieś głosy przebijają się przez echa moc. Zuziu, Zuziu córeńko. Krecik to głos mojego taty , biegnijmy za głosem …Tak Zuziu biegnijmy szybko. Krecik co sił zaczął szczekać , szukał pomocy. Błagam niech ktoś mój głos usłyszy w myślach prosił. Głos taty Zuzi zdawał się być już tuż, tak blisko. Tak To tata…Ojciec Zuzi uściskał ją szybko, sprawdził czy nic jej się nie stało. Zuzia szybko opowiedziała, że Krecik jej przyjaciel uratował ją, dodawał otuchy i przed mrokiem uchronił. Tata Zuzi, podziękował Krecikowi. Powiedział, że przyjaciel mojej córki na stałe w naszym domu zagości.
Radość w wiosce po powrocie Zuzi i Krecika była niesłychana. Każdy chciał zobaczyć psa bohatera, który opieką ja otoczył. Jakież było ludzi zdziwienia, gdy ujrzeli tego zwykłego psa – przybłędę. Tego, którego każdy miotłą z podwórka przeganiał.
Zuzia widząc zdziwienie ludzi powiedziała: Szukaliście kogoś wyjątkowego, tak jak ja. Ja też szukałam przyjaźni w czymś, kimś co się wyróżnia. Najpiękniejsze często jest niewidoczne dla oczu .Jesteśmy ślepcami, przetrzyjmy oczy, rozejrzyjmy się dookoła. W zwykłych rzeczach, ludziach, zwierzętach jest tyle piękna i miłości. Nasze serca będą pełne radości – jeżeli sercem będziemy dzielić się z innymi. Przyjaciel to ktoś, kto zawsze jest w chwilach smutku i radości. Otrze łzę i sprawi, że na naszej twarzy uśmiech zagości. Nie patrzy na wygląd i przywary, jest taki zwykły i jednocześnie tak wspaniały.
I od tej chwili, mały Krecik na zawsze przy Zuzi został. W jej domu pełnym miłości, każdego dnia witał wesołym szczekaniem, układał do snu i niecierpliwie czekał kolejnego poranku. I tak kroczą przez życie razem, Zuzia i jej niestrudzony przyjaciel ten co pokochał ją za serce, uśmiech i miłość do świata.

TERAPIA PEDAGOGICZNA – PROPOZYCJE PRACY Z DZIEĆMI Z TRUDNOŚCIAMI

Cel:  Kształtowanie umiejętności pracy w zespole.

 Droga Mamo/Tato

Przeczytaj swojemu dziecku poniższą bajkę i porozmawiajcie na temat jej treści. Zadaj dziecku pytanie, dlaczego drużyna Piotrka odniosła w rezultacie sukces. Zastanówcie się w jakich sytuacjach codziennych warto pracować zespołowo.

Życzę miłej lektury

Elżbieta Wesołowska

 Bajka terapeutyczna autorstwa A. Spiżewskiej pt.  „Golmistrz”

– Podaj! Podaj!

Piotrek pędził jak wiatr z piłką. Trzymał ją przez całe boisko. Tak bardzo chciał strzelić gola! To pragnienie i widok zbliżającej się bramki dodawały mu skrzydeł. Minął już linię środkową. Zręcznym dryblingiem ominął obrońcę przeciwnej drużyny.
– Podaj! Podaj!
Kątem oka widział kolegów ze swojej drużyny. Krzyczeli, żeby podał na skrzydło. Cała obrona drużyny przeciwnej skupiła się na nim. Na skrzydłach nie było nikogo. Koledzy mieli wolne pole do strzału.
– Podaj! Podaj!
Piotrek nie zamierzał oddać piłki. Czuł, że nic nie jest w stanie mu przeszkodzić. Piłka toczyła się po murawie jak po stole. Prawa stopa kierowała ją prosto w stronę bramki. Jeszcze tylko kilkanaście metrów!
– Podaj! Podaj!

Piłka, bramka, piłka, bramka… Wzrok Piotrka wędrował od jednego do drugiego. Jego nerwy były napięte do granic możliwości. To był ważny mecz. Nareszcie udowodni, że jest najlepszy w drużynie. Zasługuje na to, by być kapitanem. Piłka, bramka, piłka, bramka…
– Podaj! Podaj!
Piotrek odmierza odległość do bramki. Jeszcze dwa kopnięcia piłki i strzela. Bramkarz przechyla się powoli w lewą stronę. Ma ręce nadstawione na wysokości kolan. Piotrek strzeli w prawy górny róg. Jeszcze tylko jedno kopnięcie piłki…
Nagle drogę Piotrka przecina domek na kurzych nóżkach. Co to jest?! Piłka przelatuje między kurzymi łapami. Domek staje jak wmurowany. Odwraca się w stronę Piotrka. Okna-oczy robią się większe i większe. Domek nie rusza się z miejsca. Piotrek nie może się już zatrzymać. Jeszcze krok i… PRASK!
Piotrek leży na trawie jak długi. Zderzenie z domkiem było tak silne, że zrobiło mu się na chwilę ciemno przed oczami. Gdy oprzytomniał, zobaczył, jak domek ucieka z boiska. Utykał na lewą łapę. W kierunku Piotrka biegli koledzy i trener.
– Co to było? Co to było?
– Co się stało?
– Dobrze się czujesz?
– Dlaczego nie podałeś?
– Straciliśmy bramkę!
– Przegraliśmy mecz!
Koledzy przekrzykiwali się nawzajem. Trener podszedł i pomógł Piotrkowi wstać.
– Znowu grałeś sam, Piotrek. Miałeś idealną sytuację, żeby podać na prawe skrzydło. Mielibyśmy pewnego gola i wygraną w kieszeni. A ty grałeś solo i przegraliśmy. – trener kręcił głową z niezadowolenia.
Rozległ się gwizdek sędziego. Koniec meczu.
Wiedźminka czekała na Barniego. Barni spóźniał się już całe dziesięć minut. “To do niego niepodobne. Musiało się coś stać.” – myślała Wiedźminka.
Domek przykuśtykał z godzinnym opóźnieniem. Ściany wybrzuszały i wciągały się od głębokiego sapania. Kominem buchała para jak z parowozu.
– Uf, uf, uffff…. – sapnął Barni i opadł na ławkę. Wyprostował lewą łapę. Cała była posiniaczona.
– Ojej, co ci się stało? – Wiedźminka podskoczyła i zaczęła oglądać sińce Barniego. Domek opowiedział o meczu psykając i pojękując z bólu.
Wiedźminka zamyśliła się. Między palcami obracała brelok w kształcie piłki nożnej. Myślała o Piotrku. Chciała mu pomóc. Spojrzała na brelok.
– Wiem! Barni, wstawaj, idziemy! Muszę odwiedzić mojego przyjaciela. On nam pomoże.
Piotrek nic nie wiedział o Wiedźmince. Wracał po meczu do domu. Noga za nogą. Był zawiedziony z powodu przegranej. Był też zły na trenera za jego słowa. Piotrek był przekonany, że grał świetnie. Na pewno wygraliby mecz. Tylko ta dziwaczna postać, która wyrosła mu na drodze do bramki. To ona jest winna. Piotrek ze złością kopał trawę.
Wtem wśród źdźbeł mignęło coś białego, okrągłego. Piotrek schylił się i wysupłał breloczek w kształcie piłki. I to nie byle jakiej! Była to piłka tegorocznych mistrzostw Europy. Piotrek podskoczył z radości. O takim breloku marzył. Chciał przyczepić go do plecaka, ale zobaczył, że zwisa z niego COŚ. Przybliżył piłkę do twarzy, popatrzył dokładnie… “Nie, to nie może być prawda! Krasnoludki nie istnieją!” – pomyślał niepewnie. Piłkę obejmował z całych sił malutki człowieczek. Próbował ją wyrwać z rąk chłopca.
– Puszczaj! Puuuszczaaaaj! – krzyczał człowieczek.
Piotrek potrząsnął mocno brelokiem i krasnoludek spadł na trawę jak ulęgałka. Chłopiec bardzo chciał zatrzymać wymarzoną piłkę. Człowieczek jednak się nie poddawał. Stanął śmiało na drodze Piotrka, wziął się pod boki i krzyknął:
– Hej! Duży! Oddawaj piłkę! Ja znalazłem ją pierwszy i jest moja!
– Nie oddam piłki. – Piotrek nie zamierzał wyjaśniać dlaczego.
– Nie oddasz?
– Nie oddam.
– Takiś ty?
– A taki. – Piotrek zacisnął piłkę w dłoni.
Mały człowieczek spojrzał spod byka na Piotrka i zagwizdał na palcach. Spod liści łopianu, z krzaka bzu, z gałęzi klonu i nie wiadomo skąd jeszcze zaczęły wyskakiwać podobne krasnale. Stanęły za pierwszym, wzięły się pod boki i spojrzały na Piotrka spod byka. “Gniewna jedenastka” – pomyślał chłopiec i uśmiechnął się z lekceważeniem. Postacie były mniej więcej wielkości palca.
– Słuchaj, Duży. Jesteśmy Drużyną Golmistrzów. Jestem Kapitanem. Dajemy ci ostatnią szansę na zwrot piłki. Potem ci ją odbierzemy. Oddajesz piłkę?
– Nie oddaję.
– Na pewno nie oddajesz?
– Na pewno.
– Zapytałem grzecznie dwa razy. Potraktuj to jako dwie żółte kartki. Teraz dostaniesz czerwoną. – Kapitan zagwizdał na palcach i jedenastu krasnoludków rozbiegło się we wszystkie strony. Piotrek rozpoznał ustawienie zawodników na boisku piłkarskim.
“Ograć jedenastu krasnoludków? Dziecinnie łatwe!” – pomyślał.
Położył piłkę na trawie jak na rozpoczęcie meczu. Kapitan podszedł. Rozległ się dźwięk gwizdka i nagle Piotrek zobaczył, że pod jego nogami nie ma już ani piłki, ani Kapitana. Krasnoludek biegł w kierunku końca trawnika jak do bramki. Utrzymywał piłkę krótkimi kopnięciami blisko stóp. Za Kapitanem ruszyła cała Drużyna obstawiając skrzydła i tył. Piotrkowi wystarczyły trzy długie skoki i już był przy Kapitanie. Wyciągnął stopę, żeby odebrać piłkę, ale… WUP! Piłki już tam nie było! Kapitan celnym kopnięciem oddał ją na lewe skrzydło. Piotrek rzucił się za piłką. WUP! Piłka poleciała do tyłu. Piotrek stanął między piłką i końcem trawnika. Chciał zablokować ewentualnego gola. Nie spuszczał piłki z oczu. Krasnoludki spojrzały po sobie i ruszyły w kierunku chłopca. WUP! WUP! WUP! Piłka wędrowała od zawodnika do zawodnika. WUP! Lewe skrzydło. WUP! Środek. WUP! Znowu na lewo. WUP! Prawe skrzydło. Przyjęcie piłki na główkę. Zręczny drybling. WUP! Podanie do wolnego napastnika.
Po kwadransie Piotrek miał dosyć. Był zasapany i mokry od potu. Ogarniała go złość. Za to krasnoludki wydawały się świetnie bawić. Kapitan biegł środkiem boiska.
– Podaj! – krzyknął Kapitan.
WUP! Piłka potoczyła się wprost do jego stóp. Spojrzał Piotrkowi w oczy. Chłopiec przyskoczył do Kapitana i próbował odebrać mu piłkę. Drybling krasnoludka był jednak znakomity. Stopa Piotrka zawsze trafiała w próżnię. Kapitan kiwał i śmiał się głośno.
– Podaj! – rozległo się za plecami chłopca.
WUP! Piłka błyskawicznie potoczyła się między nogami Piotrka. Przejął ją kolejny krasnoludek. WUUUUUP! Umieścił ją długim kopnięciem między kamieniami okalającymi trawnik.
– GOL! GOL! GOOOOOL! – zakrzyknęły chórem krasnoludki. Pobiegły do piłki i zniknęły z nią w krzakach.
Na trawniku zostali tylko Piotrek i Kapitan. Chłopiec był czerwony i zdyszany. Krasnoludek uśmiechał się.
– No i co teraz, Duży? Nie masz piłki i przegrałeś mecz z krasnoludkami.
Piotrek zwiesił głowę ze wstydem. To był dzisiaj już drugi mecz, który przegrał.
– Może jestem mały, ale za mną stoi siła całej Drużyny. Razem jesteśmy niepokonani. Rozumiesz?
Piotrek kiwnął głową. Kapitan ukłonił się lekko na pożegnanie i zniknął w ślad za Drużyną Golmistrzów.
Piotrek powlókł się do domu. Tego dnia niewiele mówił. Poprosił tatę o włączenie na komputerze filmików z najlepszymi akcjami pod bramką. Oglądał je do wieczora.
Następnego dnia drużyna Piotrka grała kolejny ważny mecz. Chłopiec cieszył się i miał tremę jednocześnie. Przez całą pierwszą połowę nudził się na boisku. Koledzy nie chcieli podawać mu piłki. Sądzili, że Piotrek znowu zagra solo i mogliby przegrać kolejny mecz. Sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa. Drużyna przeciwna była świetna. Drużyna Piotrka ledwo dawała radę utrzymać remis 0:0.
– Podaj! – krzyknął Piotrek, gdy tylko miał wolne pole do strzału. Kolega, który był akurat przy piłce, upewnił się, że tylko Piotrek jest wolny i podał niechętnie. Niestety, gdy tylko piłka trafiła do Piotrka, miał on na głowie od razu dwóch zawodników przeciwnika. Dwoił się i troił, żeby utrzymać piłkę.
– Podaj! – usłyszał na prawym skrzydle.
Piotrek popatrzył w prawo. To była idealna sytuacja. Wykonał taki ruch nogą, jakby chciał kopnąć piłkę w lewo. Zawodnicy przeciwnika rzucili się w lewo. Wtedy Piotrek błyskawicznie podał do kolegi na prawym skrzydle. Ten potrzebował tylko sekundę. WUP!
– GOL! GOL! GOOOOOL! – rozległy się krzyki i brawa. Sędzia odgwizdał koniec meczu. 1:0 dla drużyny Piotrka!
Do Piotrka i kolegi, który strzelił gola, podbiegła cała drużyna. Wszyscy gratulowali im zwycięskiej bramki.
– Piotrek, ten drybling był genialny.
– Gdzie nauczyłeś się takiej zmyłki?
– Wygraliśmy dzięki tobie!
– Piotrek, to było mistrzowskie zagranie. Szybka ocena sytuacji, celne podanie i gol. Akcja godna kapitana drużyny. Jestem bardzo zadowolony. Oby tak dalej. – słowa trenera wywołały szeroki uśmiech na twarzy Piotrka.
Tymczasem na trybunach w ostatnim rzędzie siedzieli Wiedźminka, Barni i Kapitan. Domek musiał się przebrać, żeby móc się wmieszać w tłum ludzi. Wciągnął ściany, założył skórzane szorty na szelkach i zaczepił o komin piórko. Wyglądał jak wąsaty Bawarczyk. Kapitan przycupnął na ramieniu Wiedźminki, pod szerokim rondem trawiastozielonego kapelusza. Gdy Piotrek był przy piłce, wstrzymali oddech. Byli ciekawi, co Piotrek zapamiętał z bolesnej lekcji Drużyny Golmistrzów. Nagle WUP! Był gol! Zwycięski gol dla drużyny Piotrka!
– Zuch chłopak! Ma talent! – Kapitan był zachwycony.
– Myślę, że niedługo zostanie kapitanem drużyny. – Barni rozcierał jeszcze bolącą łapę, ale był już w dobrym nastroju.
Wiedźminka kręciła na palcu piłkę-breloczek. Wyszeptała w jej kierunku zaklęcie:
Piłka-przypominajka
Leci do samograjka
Żeby zawsze pamiętał
Że drużyna – rzecz święta
Wiedźminka dmuchnęła i piłka potoczyła się w podskokach pod nogi Piotrka.
Piotrek pakował swoje rzeczy po meczu. Nagle wśród trawy mignęło coś białego, okrągłego. Chłopiec schylił się i wysupłał znany mu breloczek w kształcie piłki. Piotrek rozejrzał się za Kapitanem, ale nikogo nie zobaczył. Mógł za to przysiąc, że piłka, którą ściskał mocno w dłoni, od czasu do czasu się wierci.

 

INFORMATOR EDUKACYJNY

 Na stronie www.wroclaw.pl w zakładce „Pomoc psychologiczna”

znajdziecie Państwo różne artykuły, porady, testy, propozycje do poczytania, linki,
które pomogą przetrwać obecną sytuację, podpowiedzą jak sobie radzić, jak opanować stres, gdzie szukać pomocy. Zamieszczone tam  materiały zostały   przygotowane przez specjalistów wszystkich wrocławskich Poradni Psychologiczno – Pedagogicznych.

Bezpośredni link: tutaj.

 

Zajęcia   dodatkowe:

Gimnastyka   ogólnorozwojowa  z   elementami   korekty :

Osoba prowadząca: Magdalena Belcarz

poniedziałek: 10.30 – 11.00

wtorek: 10.30 – 11.00

 Zajęcia   logopedyczne:

Osoba prowadząca:Ewelina Kembrowska

piątek: 10.00 – 11.00

Zajęcia rytmiczne:

Osoba prowadząca: Dobrosława Głowacka

piątek:

GIMNASTYKA   PORANNA:

Osoby prowadzące:  Agnieszka Jaskułowska, Patrycja Biernacka

Poniedziałek – piątek 08.00 – 08.15

RYTMIKA :

Osoby prowadzące:  Agnieszka Jaskułowska, Patrycja Biernacka

MALI WSPANIALI:

środa: 11.00 – 11.30

J. WŁOSKI:

osoba prowadząca: Sylwia Kuropatwa

środa: 10.15 – 10.15

 

 

 

HARMONOGRAM

KONSULTACJI  I  ZEBRAŃ  Z  RODZICAMI GRUPY IV

                  W  ROKU  SZKOLNYM  2019/2020

 Istnieje możliwość zorganizowania konsultacji na prośbę rodzica.

DATA

RODZAJ  SPOTKANIA

04.09.2019

Zebranie  organizacyjne w godz. 16.00 – 17:30.
Temat: Zapoznanie rodziców z organizacją pracy przedszkola na bieżący rok szkolny, dokumentami obowiązującymi w placówce; sprawy różne.Osoba prowadząca:Agnieszka Jaskółowska, Patrycja Biernacka

04.11.2019

Konsultacje  indywidualne  w  godzinach:
Temat: Przedstawienie wyników obserwacji wstępnej dziecka.Osoba prowadząca:Agnieszka Jaskółowska, Patrycja Biernacka

10.02.2020

 

Konsultacje  indywidualne  w  godzinach:
Temat: Podsumowanie pracy wychowawczo – dydaktycznej za pierwszy semestr; sprawy różne.Osoba prowadząca: Agnieszka Jaskółowska, Patrycja Biernacka

27.04.2020

Konsultacje indywidualne w godz.
Temat: Omówienie wyników obserwacji końcowej dziecka.Osoba prowadząca:Agnieszka Jaskółowska, Patrycja Biernacka